Vendicari – miedzy naturą, historią i rajskimi plażami

Dziś jedziemy na południe. Jesteśmy na szerokości geograficznej Tunezji.

Vendicari (riserva orientata Oasi Faunistica di Vendicari) – rezerwat przyrody znajdujący się na terenie prowincji Syrakuzy obejmuje obszar 1335 hektarów i rozciąga się wzdłuż wybrzeża przez 8 kilometrów. Na teren rezerwatu można dostać się przez 5 wejść: Eloro, Marianelli, Calamosche, Torre Vendicari (wejście główne) i Citadella. Każde z nich pozwala nam dotrzeć do unikatowych obszarów – oryginalnych i niepowtarzalnych.

Na pewno nie da się zwiedzić rezerwatu w pół dnia. Sądzę, że aby w pełni zrozumieć miejsce takie jak Vendicari, należy zapomnieć o zegarku i wsłuchać się w szum morza. Obserwując unikatową naturę wyobraźcie sobie, jak ten obszar wyglądał kilka wieków temu.

Trudno zrozumieć i docenić pewne zakątki bez poznania ich historii.
Dzieje Vendicari, zresztą tak jak i reszty Sycylii, są bardzo interesujące. W tym tekście zaznaczę tylko najważniejsze fakty, bez zagłębiania się w szczegóły. Na pewno powrócimy jeszcze do Vendicari na Szlakami Sycylii.

Zanim opowiem wam o odległej przeszłości, wspomnę tylko, że w latach 70-tych na terenie obecnego rezerwatu chciano zbudować rafinerię ropy naftowej! Tak, rafinerię! Innym pomysłem przełomu lat 70 i 80 tych było osuszenie terenu i konstrukcja olbrzymiego kompleksu turystycznego. Całe szczęście, działacze lokalnych organizacji ekologicznych i naturalistycznych znaleźli siłę i odwagę, by przeciwstawić się industrialnym, politycznym i mafijnym interesom tamtych czasów. W 1984 roku obszar Vendicari stał się oficjalnie rezerwatem przyrody.

Pierwsze ślady obecności człowieka na terenie Vendicari pochodzą z VII – VI w.p.n.e. W północnej części rezerwatu (okolice Eloro) znajdujemy pozostałości po licznych kamieniołomach (wł. latomie), z których kolonizatorzy greccy wydobywali materiał do konstrukcji miasta Eloro. Wyobraźcie sobie przez moment życie niewolników, którzy pod sycylijskim słońcem, za pomocą prymitywnych narzędzi, łupali kamienne ściany, by potem przetransportować wydobyty materiał na teren konstrukcji nowego polis.

W północnej części rezerwatu znajdujemy pozostałości po antycznej drodze z czasów greckich – tzw. Via Elorina, łącząca Syrakuzy i Eloro, a potem także inne kolonie greckie, takie jak Kamarina i Gela. Widzimy tu również  kolumnę z czasów hellenistycznych zwaną Colonna Pizzuta, upamiętniającą najprawdopodobniej jakieś ważne wydarzenie z okresu dominacji Greków.

W południowej części rezerwatu obecne są natomiast ślady człowieka z czasów bizantyjskich – strefa archeologiczna Citadella. Można tu zobaczyć resztki osady z V -VI w.n.e. Najbardziej znaczącą pozostałością z tej epoki jest kościół zwany Trigona lub Cuba, wyróżniający się swoją charakterystyczną formą (posiada trzy apsydy i dach o kształcie kopuły). Na terenie Citadelli znajdują się też nekropolie: katakumby i resztki grobów wykłótych w skałach.

Szlak Tonnara – Calamosche

Ja zapraszam was dzisiaj do wizyty części rezerwatu, w której znajduje się Tonnara di Vendicari e Torre Sveva (Wieża Szwabska). A jeżeli znajdziecie siły, zaprowadzę was też na rajską plażę Calamosche.

Długość szlaku w jedną stronę to 4 kilometry.

Dojeżdżamy do głównego wejścia rezerwatu (Torre Vendicari), które znajduje się przy ulicy Contrada Vendicari, Noto, SR.
Można dotrzeć tutaj wyłącznie samochodem; nie dojeżdżają tu autobusy. Auto zostawiamy na parkingu lub bezpośrednio na poboczu. Parking jest płatny (ok 2-3 Euro za dzień), wstęp do rezerwatu – darmowy.

Na teren parku nie można wprowadzać żadnych zwierząt, nie można wnosić piłek, rakietek do gry, radio, namiotów i żadnych innych przedmiotów, które mogłyby zakłócać spokój zwierzętom mieszkającym na terenie rezerwatu. Nie jest też możliwy wjazd do parku rowerem.

I bardzo dobrze! W ten sposób chroni się nie tylko lokalną faunę i florę ale eliminuje się też ten typ wizytatorów, którzy z całymi rodzinami rozbijają biwaki, grillują, śmiecą i wydzierają się jakby byli na swojej prywatnej plaży. To niestety typowe zachowanie niektórych Sycylijczyków. Jeśli byliście już na jakiejś zwykłej plaży publicznej na Sycylii, to na pewno wiecie o czym mówię. Tutaj mamy święty spokój.

Pamiętamy, by zabrać ze sobą zapas wody. Na terenie parku nie ma żadnych sklepów, kiosków itp. Latem jest tu na prawdę strasznie gorąco, zimą natomiast dosyć wietrznie.

Na początku szlaku idziemy ubitą drogą wśród eukaliptusów i innych drzew. Po dziesięciu minutach dochodzimy do strefy płytkich bagiennych jeziorek. W tym miejscu, niektórzy są nieco zszokowani zapachem gnijącej wody. Nie ma co owijać w bawełnę – po prostu śmierdzi. Jeziorka te, zwane pantanami (wł. pantano), są płytkie i błotniste a wysokie sycylijskie temperatury sprzyjają dodatkowo procesom rozkładu następującym w ich mętnych wodach. Zbiorniki te mają jednak olbrzymie znaczenie dla lokalnej fauny. Wyobraźcie sobie, że ptaki migrujące z Afryki do Europy właśnie tutaj znajdują pierwsze miejsce, w którym mogą odpocząć po pokonaniu Morza Śródziemnego. Dla niektórych gatunków jest to tylko punkt postoju, dla innych stałe miejsce zamieszkania.

Pantany są rajem dla amatorów obserwacjii ptaków. Ja nie miałabym cierpliwości, żeby stać godzinami z lornetką i oglądać ptaki, ale przyznam się wam, że w Vendicari nawet ignorant, taki jak ja, ma radochę.
Królują tu czarne kormorany, warzęchy, różne gatunki kaczek i czapli, łabędzie, mewy i oczywiście flamingi.

Woda w jeziorach jest wymieszana z wodą morską, co sprzyja rozwojowi wielu gatunków ryb, skorupiaków i mięczaków wodnych oraz roślin i alg, które stanowią pożywienie dla zamieszkujących lub wizytujących pantany ptaków.

Zbiorniki te od czasów średniowiecza do początków XX w. służyły do hodowli soli morskiej. Ruiny, które widzimy na jeziorze zwanym Pantano Grande, to dom pracowników saliny. Tu też nasuwa mi się chwila refleksji. Jak wyglądało życie ludzi mieszkających w tym domu? Uwięzieni na wysepce otoczonej salinami, pracujący w upałach przy kultywacji soli. Możemy sobie tylko wyobrazić.

Dochodzimy do punktu, w którym widać morze. Za dunami rozpościera się widok błękitnej wody, lecz tu także czeka na nas nieprzyjemna niespodzianka. Plaża jest pełna wodorostów! I tu też czujemy niemiły zapach. W wodzie, tuż przy samym brzegu, unoszą się ciemne wyspy obumarłych morskich traw. Jak się tu wykąpać?! To prawda, że w tych warunkach kąpiel nie jest zbyt przyjemna, ale musimy wiedzieć, że roślina zalegająca na plaży to Posejdonia oceaniczna (Posidonia oceanica), która ma fundamentalne znaczenie dla ochrony wybrzeża i wydm przed falami morskimi. Ponadto, poprzez proces fotosyntezy, dotlenia wodę, sprzyjając rozwojowi niezliczonych gatunków zwierząt i roślin morskich. Jest też wskaźnikiem ekologicznym, ponieważ występuje tylko w czystych wodach. Całe szczęście, niedaleko znajduje się fragment wybrzeża, gdzie posejdonii jest trochę mniej i gdzie da się popływać w przejrzystej wodzie.

Dochodzimy do miejsca zwanego Tonnara di Vendicari lub Tonnara di Bafutu – fabryka tuńczyka. To tutaj czyszczono i konserwowano tuńczyka czerwonego (Thunnus thynnus), łowionego w tradycyjny sposób (tzw. mattanza) w pobliskich wodach. Do konserwowania ryb używano soli z pobliskich salin. Pierwsze wzmianki historyczne dotyczące tej tonnary pochodzą z XVII wieku.

Z przerwami była ona aktywna do 1944 roku. Link, który tu umieszczam to link do filmiku obrazującego jak wyglądała kiedyś mattanza. Przenieście się w przeszłość o kilkadziesiąt lat…

Wieża, Torre Sveva, która stoi w pobliżu tonnary najprawdopodobniej została zbudowana na życzenie Fryderyka II Szwabskiego, ówczesnego króla Sycylii (pierwsza połowa XIII w.), a później wielokrotnie rekonstruowana. Budowa wieży miała na celu ochronę przed piratami. W tym miejscu niegdyś znajdował się ważny port handlowy, z którego transportowano zboże i inne towary pochodzące z żyznej Doliny Noto.

Pomalowany na niebiesko budynek był kiedyś domem pracowników tonnary. Dziś gości niewielkie muzeum, gdzie możemy zobaczyć atrapę sieci rybackich do połowu tuńczyka, narzędzia rybackie i ekspozycję zwierząt zamieszkujących rezerwat.

Tuż za muzeum znajduje się niewielka plaża, która zazwyczaj jest wolna od posejdonii. Można się tu odświeżyć w przejrzystej wodzie.

Mijając muzeum i idąc wzdłuż wybrzeża, po kilkudziesięciu metrach napotykamy kamienne zbiorniki wykłute w skale. Zbiorniki te pochodzące z okresu dominacji greckiej najprawdopodobniej służyły do wyrobu garum czyli tradycyjnego sosu ze zgniłych ryb. Gnijące ryby były polewane słoną morską wodą i mieszane drewnianymi kijami. Powstająca w ten sposób pasta była bardzo wartościowa i pożywna; mogła być przechowywana przez długi okres czasu.

W pobliżu zbiorników na garum woda jest kryształowa. Tu też można się wykąpać. Uważajcie na stopy, ponieważ kamienie są tutaj śliskie i ostre. Lepiej założyć specjalne plastikowe buty do pływania. Wody w tym miejscu są pełne ryb, więc na pewno warto popływać z maską do snorkelingu.

Podążając drogą w kierunku Calamosche napotkacie kolejne jeziorko (Pantano Piccolo) oraz punkt obserwacyjny ptaków. Droga, którą idziecie to dawna Droga Elorina (Via Elorina). Gdzieniegdzie można jeszcze zauważyć kamienne fragmenty greckich bruków.

Wzdłuż trasy napotykamy niskie palemki (palma nana – Chamaeropus humilis), które są jedynym gatunkiem palmy naturalnie rosnącym Europie. Mijamy też opuszczoną plantację opuncji. Spod nóg uciekają nam jaszczurki i świerszcze. Żyją tu także węże, takie jak gniewosz plamisty i zaskroniec. Oczywiście niegroźne. Niestety nigdy nie udało mi się zobaczyć żadnego z nich.

Nie ma ani skrawka cienia. Latem spacer tą trasą może być dosyć uciążliwy. Brzeg morza jest wysoki i skalisty i nie da rady zejść tutaj do wody.

Całe szczęście, po około 20 minutach marszu czeka na nas nagroda. Naszym oczom ukazuje się rajska plaża Calamosche. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów w dół i możemy zanurzyć się w błękicie sycylijskiej wody.

Kliknij, by zobaczyć Mapę Vendicari

 

Uwagi praktyczne

  • Zabierz ze sobą zapas wody i ochronę przeciwsłoneczną (krem, kapelusz, itp.).
  • Zabierz maskę do snorkelingu i buty do wody chroniące stopy. W wielu miejscach wybrzeże jest skaliste i łatwo przeciąć stopę.
  • Szlak od wejścia oznaczonego Torre Vendicari do plaży Calamosche wynosi niewiele ponad 4 kilometry w jedną stronę. Nie ma żadnych ciężkich podejść (droga jest płaska), ale latem może być dosyć męcząca.
  • Załóż pełne buty (trampki, tenisówki) albo obudowane sportowe sandały. Droga jest kamienista i pełna wystających korzeni. W klapkach bardzo łatwo uderzyć lub pokaleczyć stopę.
  • Jeżeli chcesz się tylko wykąpać i zrelaksować na piaszczystej plaży, jedź bezpośrednio na plażę Calamosche (alternatywne wejście do rezerwatu Vendicari). Droga od parkingu do plaży ma długość około kilometra. Przy parkingu znajdziesz prysznic i małą restaurację.
Jeżeli macie ochotę na wycieczkę z przewodnikiem, dzwońcie śmiało na numer 0039/3284375138 albo piszcie na trailsofsicily@gmail.com  lub Szlakami Sycylii  na Facebooku.
Możliwy jest wyjazd bezpośrednio z hotelu.

4 Comments

  1. Czy ja mogę pozwolić sobie na skomentowanie? Jestem pod ogromnym wrażeniem tego tekstu, dokładności, przenikliwości, a przede wszystkim jego praktyczności. Takich treści szukam w internecie i sama staram się takie tworzyć. Jeśli kiedyś mnie poniesie do Vendicari, to tylko za inspiracją tego materiału. Dziękuję, z przyjemnością się czytało. Czekam na więcej. Pozdrawiam.

    1. Szlakami Sycylii - Trails of Sicily

      Dziękuję bardzo! Cieszę się niezmiernie twoją pozytywną opinią, zwłaszcza ze blog na razie świeżutki. Mam nadzieję zainspirować tutaj do poznania i odwiedzenia trochę mniej znanych miejsc na Sycylii. Mam nadzieję, że mi się uda.

  2. Wspaniale jest wrócić pamięcią do niedawnego spaceru, jaki zrobiłam na początku października z San Lorenzo (rowerem) do głównego wejścia, i piechotą do Calamosche. Dni były deszczowe i wydawało się, że nie zobaczę tej zatoki, ale na szczęście ostatniego dnia niebo się ulitowało i darowało mi parę słonecznych godzin.
    Dziękuję za to wspomnienie i zapraszam na Jedziemy na Sycylię (na fb i poza nim) a także na mój blog podróżny jawpodrozy.sla-w.com.

    1. Szlakami Sycylii - Trails of Sicily

      Cieszę się, że tym tekstem przywołałam miłe wspomnienia. Z przyjemnością zajrzę na bloga a ‚Jedziemy na Sycylię’ śledzę już od dawna. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz